Najważniejsze wnioski
Najpierw zdecyduj, czy napisy mają być wypalone w obrazie, czy dostarczone jako osobny plik. Napisy wypalone działają wszędzie i nigdy nie da się ich wyłączyć. Plik zewnętrzny, najczęściej w formacie
.srt, można wyłączyć, później poprawić i jest odczytywany przez wyszukiwarki – ale tylko wtedy, gdy platforma przyjmuje takie pliki. Później schemat działania jest zawsze ten sam: zdobądź tekst, podziel go na zsynchronizowane fragmenty, sprawdź to na żywo z filmem, a potem wgraj plik albo wyeksportuj wersję z wypalonymi napisami. Plik jest czystym tekstem, więc poprawki są proste.
Montaż jest gotowy. Teraz ktoś prosi o napisy albo zauważasz, że większość osób ogląda filmy bez dźwięku, a w oknie eksportu nie widać żadnej opcji dodania napisów. To normalne. Napisy nie są częścią filmu w taki sposób jak muzyka czy korekcja kolorów. Najczęściej to zupełnie osobna rzecz, żyjąca we własnym pliku, z własnym formatem i własnymi zasadami.
Zanim napiszesz choć jedną linijkę tekstu, musisz podjąć decyzję, która zdecyduje o wszystkim, co nastąpi potem. Prawie każdy podejmuje ją przypadkiem. Tutaj podejmiemy ją świadomie.
Wypalone w obrazie czy osobno
Istnieją dwa sposoby umieszczenia tekstu na filmie.
Napisy wypalone są wrysowywane w obraz podczas eksportu. Piksele tekstu stają się pikselami filmu, tak jak logo czy pasek z podpisem. Są zawsze widoczne. Widz nie może ich wyłączyć, zmienić rozmiaru, stylu ani przetłumaczyć, a jeśli pomyliłeś słowo, musisz wyeksportować cały film jeszcze raz, by to poprawić. W zamian działają wszędzie, bez żadnej współpracy ze strony platformy: w każdym odtwarzaczu, na każdym serwisie, po każdym ponownym wgraniu, nawet gdy ktoś nagra ekran z Twoim filmem.
Plik napisów zewnętrzny istnieje jako osobny plik obok filmu. Odtwarzacz odczytuje go i wyświetla tekst na obrazie w czasie odtwarzania. Widz może go włączyć i wyłączyć. Literówkę poprawiasz, edytując plik tekstowy i wgrywając go ponownie, bez dotykania samego filmu. Drugi język dodajesz później, po prostu dołączając drugi plik. Nic nie jest zapisane w obrazie, więc film pod napisami zostaje nietknięty.
Haczyk polega na tym, że ta droga zależy całkowicie od miejsca publikacji. Platformy różnią się tym, czy w ogóle przyjmują wgrany plik z napisami. Niektóre robią to bez problemu i pokazują widzowi przełącznik napisów. Inne nie przyjmą pliku w żadnych okolicznościach. Tam, gdzie platforma nie obsługuje plików z napisami, wypalenie ich podczas eksportu jest jedynym wyjściem i żadne poprawne formatowanie pliku tego nie zmieni.
Sprawdź, co przyjmuje docelowa platforma, zanim zaczniesz cokolwiek robić. Jeśli publikujesz ten sam film w dwóch miejscach, a jedno przyjmuje plik, a drugie nie, może się okazać, że naprawdę potrzebujesz dwóch eksportów: czystego, z osobnym plikiem napisów, i drugiego, z napisami wypalonymi. To męczące, ale to jest szczera odpowiedź.
Co naprawdę zawiera plik z napisami
Plik SubRip – z rozszerzeniem .srt – to najszerzej przyjmowany format zewnętrznych napisów i to jego warto używać, jeśli nie masz konkretnego powodu, by wybrać inny. Jego zawartość jest wręcz nudno prosta. Każdy fragment to po kolei cztery elementy: numer, linia z czasami, jedna lub więcej linii tekstu, a potem pusta linia. Następnie zaczyna się kolejny fragment.
Czas zapisuje się w formacie hh:mm:ss,mmm – godziny, minuty, sekundy, a po przecinku milisekundy. Przecinek ma znaczenie. Odtwarzacz, który oczekuje przecinka i znajduje kropkę, może odrzucić plik albo pominąć fragment, a błąd zwykle wygląda jak zupełny brak reakcji, nie jak komunikat o problemie. Jeśli chcesz poznać ten format pole po polu, przeczytaj pełne omówienie formatu SubRip – warto to zrobić raz.
WebVTT – z rozszerzeniem .vtt – to drugi format, z którym się zetkniesz. Zaczyna się od słowa WEBVTT w osobnej linii, a milisekundy oddziela kropką, nie przecinkiem. Numery fragmentów są opcjonalne. Poza tym potrafi więcej niż SubRip: może umieścić fragment gdzie indziej niż na dole na środku i przenosić informacje o stylu. Jeśli napisy muszą ustąpić miejsca grafice na ekranie, to właśnie WebVTT pozwala to zapisać.
Jeśli masz plik WebVTT, a platforma wymaga SubRip, konwersja jest prosta, ale trzeba wiedzieć, co się dzieje. Czas zostaje. Tekst zostaje. Pozycjonowanie, styl i wszelkie metadane są odrzucane – i to na zawsze, bo SubRip po prostu nie ma pola, w którym mógłby je zapisać. To nie błąd konwertera. Format docelowy nie ma miejsca dla tej informacji. Konwertuj w kierunku, który niczego nie gubi, kiedy to możliwe, a kiedy nie jest – licz się z tym, że napisy wylądują w domyślnej pozycji, na dole ekranu.
Kolejność działań: tekst, czas, sprawdzenie, publikacja
Kiedy już wiesz, którą drogą idziesz, sama praca zawsze wygląda tak samo – cztery kroki, w tej samej kolejności.
- Zdobądź tekst. Każde wypowiedziane słowo, zapisane.
- Podziel i zsynchronizuj. Rozbij tekst na fragmenty i przypisz każdemu początek i koniec.
- Sprawdź to na żywo z filmem. Obejrzyj film z włączonymi napisami i popraw to, co nie działa.
- Wgraj plik albo wyeksportuj film z wypalonymi napisami.
Krok pierwszy jest najbardziej czasochłonny, jeśli robisz go, pisząc wszystko samodzielnie. Możesz przepisać nagranie ręcznie – to dokładne, ale zajmuje kilka razy więcej czasu niż trwa sam film – albo zlecić automatyczne rozpoznanie mowy i potem poprawić wynik, co jest szybsze, ale generuje błędy, które trzeba wyłapać – najczęściej w imionach, nazwach własnych i wszystkim, co wypowiedziano na tle głośnego hałasu. Automatyczna transkrypcja z uważnym sprawdzeniem to dobre domyślne rozwiązanie dla większości osób. Generator napisów działający w przeglądarce zajmuje się dzieleniem i synchronizacją, gdy tekst już masz.
SozAI to aplikacja do transkrypcji na iOS, Androida i macOS, która zamienia pliki audio, pliki wideo, nagrania i linki z YouTube w tekst z oznaczeniem osób mówiących i tłumaczeniem w ponad 99 językach; narzędzia w przeglądarce na stronie obsługują pliki napisów i liczenie znaków, ale sama nie transkrybuje dźwięku. To jedna z kilku opcji – jeśli Twój program do montażu już produkuje sensowny transkrypt, użyj go i pomiń ten dodatkowy krok.
Jeśli masz tylko surowy blok tekstu bez jakichkolwiek znaczników czasu, konwerter tekstu do formatu SRT wykona mechaniczną część pracy – podzieli tekst na fragmenty i zapisze linie czasu w odpowiedniej formie. Później i tak trzeba będzie dopasować czasy do filmu ręcznie. Żadne narzędzie nie zgadnie z samego tekstu, gdzie mówiący zrobił pauzę.
Jak długo fragment napisów powinien pozostawać na ekranie
Synchronizacja to miejsce, w którym amatorskie napisy zdradzają się od razu, a błędy idą w dwóch przeciwnych kierunkach.
Fragment widoczny krócej niż około sekundę trudno przeczytać. Oko potrzebuje czasu, żeby znaleźć tekst, przyswoić go i wrócić do obrazu, a w mniej niż sekundę na to nie ma szansy. Widz widzi błysk czegoś i ma wrażenie, że coś przegapił. Zdarza się to zwykle, gdy transkrypt podzielono przy każdym przecinku albo gdy krótkiemu wtrąceniu – „tak”, imię, śmiech – przypisano osobny fragment o długości równej dokładnie temu dźwiękowi.
Fragment trwający ponad osiem sekund to drugi problem i niemal zawsze oznacza, że dwa zdania zostały połączone w jedno. Długie fragmenty pozostają na ekranie po tym, jak widz je już przeczytał, co jest lekko irytujące, ale prawdziwy problem jest inny: drugie zdanie pojawia się na ekranie dużo wcześniej, niż zostaje wypowiedziane. Tekst i dźwięk rozjeżdżają się, a widz zaczyna czytać „do przodu”, zamiast patrzeć na obraz.
Celuj w fragmenty, które swobodnie mieszczą się między tymi dwiema granicami, dziel tekst na granicach zdań i zdań podrzędnych, a nie przy sztywnej liczbie słów, i dawaj obrazowi „oddech” między fragmentami. Jeśli nie jesteś pewien, czy fragment jest zbyt długi, przeczytaj go na głos w tempie, w jakim mówi dana osoba. Jeśli zabraknie Ci powietrza, to znak, że to dwa fragmenty, nie jeden.
Sprawdzanie pliku przed publikacją
Plik z napisami to czysty tekst. Można go otworzyć w każdym edytorze tekstu, na każdym komputerze, przeczytać od początku do końca i zmienić w nim, co się chce. To najważniejsza rzecz, jaką warto wiedzieć o napisach, bo oznacza, że najszybszą poprawką błędnego słowa prawie nigdy nie jest ponowne otwieranie programu do montażu, odnajdywanie fragmentu na osi czasu i eksportowanie od nowa. To po prostu otwarcie pliku, zmiana słowa, zapis.
Coś może pójść źle na dwa sposoby i każdy wymaga innego sprawdzenia.
Problemy strukturalne uniemożliwiają wczytanie pliku. Brakująca pusta linia między fragmentami, kropka tam, gdzie w czasie powinien być przecinek, czas zakończenia wcześniejszy niż czas początku, fragmenty, które się nakładają. Człowiek przy szybkim przeglądzie tego nie zauważy, a maszyna – tak, i właśnie do tego służy walidator plików SRT. Przepuść plik przez taki walidator przed publikacją i wychwycisz błędy, które inaczej objawiają się tym, że napisy po prostu się nie pojawiają.
Problemy z treścią widać tylko przy oglądaniu. Źle zapisane imię, napisy spóźnione o pół sekundy przez cały film, linia, która jest technicznie poprawna, ale brzmi niezgrabnie. Odtwórz film z włączonymi napisami, w normalnej prędkości, do samego końca, i śledź tekst, a nie obraz. Zajmuje to tyle, ile trwa film, i nie ma na to skrótu.
Czego to nie naprawi
Automatyczne napisy generowane przez platformę to nie to samo co plik napisów, który przygotowałeś sam. Powstają z dźwięku, bez Twojego udziału, często są błędne właśnie w tych słowach, na których zależy Ci najbardziej – nazwach produktów, imionach, terminach technicznych – a Twoja kontrola nad nimi jest z reguły ograniczona. Tam, gdzie można wgrać własny plik, robiąc to, zastępujesz zgadywanie czymś, co sam przeczytałeś. Tam, gdzie nie można, napisy wypalone są jedynym sposobem, by zagwarantować, że na ekranie pojawią się słowa, które faktycznie wybrałeś.
Napisy wypalone są trwałe w sposób, który ludzie zwykle niedoceniają. Po wyeksportowaniu tekst staje się częścią obrazu. Nie da się przetłumaczyć takiego filmu, nie da się udostępnić go bez napisów, a widz na małym ekranie nie może powiększyć tekstu. Jeśli istnieje jakakolwiek szansa, że film zostanie użyty ponownie, przetłumaczony na inny język albo przekazany komuś innemu do dalszej pracy, zachowaj czysty eksport bez napisów oraz osobny plik z napisami – nawet jeśli wersja, którą publikujesz dzisiaj, ma napisy wypalone.
Konwersja między formatami będzie kosztować Cię to samo za każdym razem. Przejście z WebVTT do SubRip trwale usuwa pozycjonowanie i styl, bo w tym formacie po prostu nie ma dla nich miejsca. Jeśli zbudowałeś napisy, które ustępują miejsca grafice na ekranie, a potem konwertujesz je do SubRip, bo tego wymaga platforma, te napisy wylądują w domyślnej pozycji i zakryją grafikę. Lepiej wiedzieć to wcześniej, niż odkryć to w opublikowanym filmie.

